2019-07-17

Czy w Turcji jest bezpiecznie?

Mieszkając w Turcji, nawet o tym się nie myśli. Zaczynam to rozważać dopiero wtedy, gdy znajomi lub napotkani turyści zadają mi pytanie: czy w Turcji jest bezpiecznie? Pierwsza odpowiedź, która przychodzi mi na myśl, to – gdyby  było tu niebezpiecznie, to bym tu nie mieszkała. Zwłaszcza, że wychowana jestem w przekonaniu, iż niebezpieczeństwo może czyhać na każdym rogu i zawsze mam na siebie uważać. Tym bardziej, mieszkając w drugim już mieście w tym kraju – według mnie – jest bezpiecznie.

Sprawdziłam to wielokrotnie na własnej skórze, bo przecież jako kobiecie chodzącej często samotnie po mieście, mogłoby mi się stać teoretycznie wszystko. A przeżyłam i semestr w Izmirze i wakacje w Stambule i teraz – życie w Alanyi. Oddalam się od miejsc turystycznych, od hoteli, chodzę sama – i nadal żyję.

marta 2

Z życia wzięte

Podam tu przykład, który mnie ostatnio natchnął. Wracałam z naszego biura pieszo do domu. To parę kilometrów, ale mnie naprawdę nie przeszkadzają tureckie żary i upały! Poszłam do jednej galerii i zamiast wyjść z niej przednim wyjściem, wyszłam sobie tyłem, parkingiem. Zboczyłam w ten sposób z trasy dwa kilometry, kierując się nieświadomie w góry. A jak w prawie każdym tureckim mieście, czym wyżej, tym skromniej. Zobaczyłam biedę, niekiedy slumsy, a im dalej w głąb, tym bardziej zakryte kobiety.

A ja szłam dalej, w swojej europejskiej krótkiej spódniczce z zakupami. I nikt, dosłownie NIKT nie spojrzał się na mnie krzywo, nie skomentował mojego ubioru, czy tego, co tu robię, nikt za mną nie krzyczał, nikt po prostu nie reagował – byłam jak swoja. A weszłam między bloki, na tureckie osiedle. Nie ukrywam, że w Polsce bym się przeraziła, gdybym się tak zgubiła i trafiła na głęboką Wildę. Tutaj mogę mieć jedynie pewność, że gdybym zapytała się jakiejkolwiek z napotkanych osób – postaraliby się mi pomóc, jak tylko by potrafili. Bo Turcy są najbardziej pomocnym narodem, jaki kiedykolwiek spotkałam!

Turcja – kraj bezpieczny, a naród - pomocny

Wprawdzie nie mówią po angielsku. A jeśli już mówią, to ci po zagranicznych studiach, pracujący w międzynarodowych korporacjach, albo ci nastawieni na turystykę. Reszta – nic. Nawet w restauracji w Izmirze, gdy próbowałam zamówić dwa hamburgery, cyfra dwa po angielsku nie mówiła obsłudze totalnie nic. Ale co z tego, że nie mówią, skoro i tak zawsze chcą nam pomóc.

Sytuacja z zeszłego tygodnia – poszłam na pocztę kupić kent kart, taką sieciówkę, dzięki której w autobusach na terenie Alanyi płaci się mniej za przejazd. Zostałam skierowana na pocztę, gdzie niestety, jak się okazało, kart nie sprzedają. Pan z okienka próbował mi wytłumaczyć, gdzie mam się udać, napisał mi nazwę sklepu na kartce. Szukam, go, krążę i nic. Zauważyło mnie czterech dziadków raczących się cayem na środku ulicy. Powiedziałam im po angielsku, że szukam sklepu z kent kart. I wiecie co? Nikt mnie nie olał, nie uciekł, nie spojrzał krzywo. Jeden ze starszych panów wstał i zaprowadził mnie prosto do sklepu! Sam z siebie! A wcale nie było tak blisko.

Rok temu podobna sytuacja spotkała mnie, gdy z koleżanką szukałyśmy poczty na Bornovie w Izmirze. Nikt nie potrafił nam wytłumaczyć posta nerde {gdzie jest poczta}? Jeden pan się zlitował i znów nas zaprowadził – dodam, że bez niego, w życiu byśmy tam nie trafiły i nasze rodziny kartek z Izmiru nigdy by nie zobaczyły!

To samo tyczy się kierowców autobusów. Na początku, gdy wchodziłam do jednego, to zawsze mówiłam aquapark, bo wiedziałam, że gdzieś niedaleko jest nasze biuro, ale nie mogłam spamiętać, na którym dokładnie przystanku (w Turcji nie ma tablic z rozkładami jazdy, nikt też nie wywołuje w autobusie nazw przystanków, takie rzeczy są tylko w metrze i tramwajach w dużych miastach). Kupując u kierowcy bilet, mówiłam mu zawsze – aquapark. Tylko tyle. Jadę sobie, jadę, w międzyczasie zwolniło się miejsce do siedzenia i to na środku autobusu. Dodaję ten szczegół dlatego, że wówczas kierowca nie mógł mnie widzieć. Ale mnie pamiętał! Ku mojemu zdziwieniu, wyszedł na środek pojazdu, podszedł do mnie i mówi – madame aquapark! Byłam tak zdziwiona, że ledwo mogłam wstać z tego siedzenia.

Takich przykładów mam mnóstwo, jak kasjerki odpuszczały dzieciom 2tl za lody, bo te wzięły od swoich rodziców za mało pieniędzy na zakupy, jak sprzedawca gonił mój kapelusz, który mi zwiało, jak turecki ortodonta przyjął mnie na wizytę za darmo. Przeżyłam tu mnóstwo pozytywnych sytuacji, które nigdy nie zdarzyły się w Polsce.

Czy Turcja jest bezpieczna?

Według mnie tak. A nie znam jej wcale z mediów, porównujących ten kraj do wszystkich innych arabskich, nawet tych, w których po dziś istnieje prawo szariatu. Nigdy nie wrzucałam Turcji do jednego worka z Tunezją i Egiptem. Należy tu też dodać, dzięki Mustafie Kemalowi Ataturkowi Turcja jest najbardziej liberalnym krajem, w którym są muzułmanie. Bo sama krajem muzułmańskim nie jest - w konstytucji jest laicka.

Bardzo dużo o tym kraju czytałam i pytałam - ale nie osób, które są uważają się za wszystkowiedzące, a były najdalej w Ciechocinku – pytałam osób, które od lat mieszkają w Turcji.

W tym kraju bardzo dba się o bezpieczeństwo. Mieszkałam pół roku w ogromnym, 4-milionowym mieście. Jestem w Izmirze zakochana po uszy i w tej metropolii czułam się najbezpieczniej w swoim życiu. Czułam się, jak u siebie. Wiadome jest, że istnieją dzielnice zła – tak jak wszędzie. W Izmirze czym wyżej, tym niebezpieczniej, a im bliżej morza – tym drożej, modniej i ekskluzywnie. Biedniejsze osoby nie mogą pozwolić sobie na mieszkanie w takich dzielnicach, jak Goztepe, Konak, czy najbardziej fancy Karşıyaka. Oni osiedlają się wysoko w górach i zgodzę się ze stwierdzeniem – tam powinno się uważać.

Ale nie jedziemy do Turcji po to, aby zwiedzać slumsy! Dla ludzi mieszkających w biedzie my jesteśmy innym światem, tamtejsze kobiety chodzą w czarszafach, nadal najważniejszą rzeczą w ich życiu jest religia. Ale nie wszyscy Turcy tacy są! Jak Turcja długa i szeroka, znajdziemy ludzi dobrych i złych i to nie ma nic wspólnego, ani z ich narodowością, ani z wyznawaną przez nich religią. Ludzie są różni-  tak było, jest i będzie.

samolot

Turcja kroki bezpieczeństwa

W Turcji przez dwa lata trwał stan wyjątkowy, który został zniesiony równo rok temu – w lipcu 2018. Czy w jakikolwiek sposób to dało się odczuć? Uważam, że nie. Turcja wprowadziła w dużych miastach wiele rozwiązań, z których powinny skorzystać europejskie stolice. Między innymi, jako osoby z ulicy, nie dostaniemy się na uczelnię, przynajmniej na taką, na której studiowałam. Przy każdym wejściu stoi ochrona, jeżeli nie mamy specjalnej karty, aby się odbić – nie wejdziemy.

Bardziej jednak zdziwiła mnie ochrona w galeriach handlowych i sklepach. Za pierwszym razem może to się wydawać przerażające, ale szybko doszłam do wniosku, że dzięki temu czuję się bezpieczna. O co chodzi? Wchodząc do dużej galerii, czy choćby do Ikei, musimy przejść przez bramki bezpieczeństwa (takie same jak w sądach, czy na lotnisku). Jesteśmy też proszeni o odłożenie torebek do przeskanowania – jeśli wszystko jest okej, wchodzimy na zakupy. To się stało dla mnie takie normalne i codzienne, że sama miałam już odruch odkładania torby do kontroli. To samo tyczy się wejścia do portu, czy do metra. Na każdej stacji, czy przystanku (tramwajowym też) stoi ochrona i przechodzimy przez bramki. Wszystko po to, aby w Turcji było bezpiecznie. Gdyby taki system wprowadzono w Paryżu, Brukseli, czy Berlinie, tamtejsze władze uniknęłyby problemów z zamachami!

Gdy chcemy dostać się na lotnisko w Stambule, czy w Izmirze, przechodzimy przez parę punktów kontrolnych. W Izmirze pierwszy jest od razu po wyjściu z Izbanu (metra), potem przed wejściem na samo lotnisko, dzięki temu sprawdzani są nie tylko pasażerowie, ale wszystkie osoby wchodzące na lotnisko.

*Oczywiście, będąc w Turcji musimy wykazać się wzmożoną uwagą na drogach - Turcy nie przejmują się zasadami ruchu drogowego tak bardzo, jak my. Czerwone światło nie zawsze oznacza tu STOP. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i przechodzić na pasach z rozwagą. To samo tyczy się, gdy będziemy prowadzić - nigdy nie można ufać kierowcom w Turcji. 

jest bezpiecznie

Co mówi Ministerstwo Spraw Zagranicznych?

MSZ odradza podróżowania w regiony graniczące z Syrią i Irakiem, czyli w okręgi: Hatay, Kilis oraz Diyarbakir, Batman, Şırnak, Hakkari, Gaziantep, Şanliurfa, Mardin, Van i Ağrı. Chodzi o zagrożenie atakami terrorystycznymi w tamtych regionach oraz prowadzonych na tamtych terenach działaniach wojskowych.

ODYSEUSZ

Polecam zarejestrowanie swojej wyprawy na stronie https://odyseusz.msz.gov.pl, dzięki czemu, gdy w miejscu, w którym się znajdujecie coś się wydarzy, nie ważne, czy w Turcji, czy we Francji – MSZ będzie mógł się z Wami skontaktować i udzielić pomocy. Jest to obowiązkowy punkt, przy wyjazdach na Erasmusa do wszystkich krajów.

odyseusz

To jak z tą Turcją?

Decyzję o tym, czy chcecie przyjechać do Turcji, czy nie – oczywiście, zostawiam Wam. Ja, gdybym tylko przez jeden dzień czuła się tu niebezpiecznie, na pewno nie chciałabym tu wrócić. A zakochałam się w tym kraju bezbłędnie.

Uważać należy zawsze i WSZĘDZIE. Niezależnie od tego, czy jesteśmy w Warszawie, Berlinie, czy Stambule.

 

Kim w ogóle jestem i dlaczego mądruję się na temat bezpieczeństwa w Turcji?

Aktualnie pracownikiem biura podróży Alanya Online. Osobą zakochaną w Turcji po uszy, cieszącą się z każdego dnia, który może spędzić na tej ziemi, wśród cudownych, radosnych i pomocnych ludzi, w najpiękniejszym kraju, jaki kiedykolwiek widziałam (byłam w 26, więc jakieś tam porównanie mam).

Dlaczego?

Bo tu mieszkam, bo znam Turcję od kuchni, widzę ją na co dzień i nie podążam za stereotypami na temat tego kraju, tylko sprawdzam wszystko w praktyce.

Bo dwa lata temu zdecydowałam się na studia w Turcji, dzięki czemu, rok później spędziłam w tym cudownym kraju – najlepsze pół roku mojego życia. Mam dwie perspektywy patrzenia na Turcję – mieszkałam w ogromnej metropolii (w Izmirze), teraz mieszkam w Alanyi. To są dwa zupełnie inne światy, inni ludzie, inna komunikacja, inne życie. Ale wciąż Turcja! To wciąż mój kraj, który kocham, jak drugą ojczyznę i czuję się w niej bezpiecznie – jak w domu.

Marta

 

Marta Abramczyk

 

 

Napisz do nas